Google+ Followers

czwartek, 5 marca 2015

Wielkanocne symbole

 Koszyczek do święconki, baranek, wierzba z baziami, pisanki, kraszanki i kwiaty, tulipany, forsycja, żonkile, hiacynty, kojarzą nam się z Wielkanocą. Tu, na zdjęciu baranek, żywy, naturalny. Własnie takie maluszki były towarzyszami moich zabaw w dzieciństwie. Kurczątka, kaczuszki, baranki, kózki. Te ostatnie, to figlarne stworzenia. Chodziły za mną wszędzie, zostawiając nawet swoja mamę. Ale Wielkanoc zapamiętałam najbardziej,  jeszcze z powodu Dyngusa. Gdy już miałam te naście lat, jak wszystkie dziewczyny w tym wieku, w dyngusowy dzień, musiałam się...  ukrywać,  i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. A nie wystarczyło przebywać w mieszkaniu, nie wychodząc na podwórze, gdzie każda dziewczynę dopadali młodzieńcy, czyhający z wiadrami pełnymi wody. Ukrywałam się więc na strychu mojego domu, skąd miałam możliwość obserwowania  kawalerów z wiadrami, warującymi koło mojego podwórka.  Zabierałam sobie tam książkę, oglądałam stare, powojenne " Przyjaciółki" Mamy. A czasem się srogo nudziłam, bo święta bywały słoneczne i piękne. Chciało się iść do koleżanek, a tu nic z tego .bo w sąsiedztwie miałam najbardziej zawziętego dyngusiarza. Taki chudzina, ale był wytrwały w wyczekiwaniu na stosowną chwilę, żeby mnie zmoczyć do ostatniej nitki.  Nawet gdy inni chłopcy  mieli  już dość wyczekiwania, on trwał na stanowisku do ciemnej nocy. Ale tylko raz udało mu się mnie dopaść. Powiedziałam sobie wtedy,  że już nigdy więcej. Pewnego roku, kiedy  nie dałam mu za wygraną,  co jakiś czas wpadał do domu, aby zobaczyć czy mnie tam nie ma, chociaż  Mama  mówiła, że wyjechałam na święta.  Czekał, czekał, czekał,  a gdy się nie doczekał okazji aby mnie oblać wodą, wszedł po drabinie na dach mojego domu  i całe wiadro wody wlał do komina.  Zrobił w mieszkaniu wielki bałagan,  czym srodze rozsierdził mojego Tatę. Oj, działo się wtedy, działo.. .:). Zdjecia, żrodło: Internet. Zdjęcie na dole posta jest mojego autorstwa.



1 komentarz:

  1. Oj, działo się, działo... Tylko pozazdrościć takich wspomnień! Ja niestety jestem dzieckiem blokowym, gdzie Dyngus kojarzył się ze zrzucaniem woreczków z wodą z 10 piętra:0 Ale na szczęście od kilku lat mieszkam na wsi i spełniam dziecięce marzenia o Wielkanocy - już za chwilę pod oknem zakwitną bazie:) Ech, piękny czas...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Jest on dla mnie bardzo cenny.