niedziela, 27 kwietnia 2014

O wycenie rękodzieła raz jeszcze...


     W poprzednim poście wspomniałam, jak ważna jest dla mnie poprawna i uzasadniona nakładem mojej pracy, wycena rękodzieła. Uważam, że jeśli tworzymy dzieła z pasją i polotem, wykonujemy je starannie i kunsztownie, co zawsze było moim rękodzielniczym manifestem, to na pewno mamy prawo do pełnej satysfakcji materialnej, niezależnie od opinii klienta na ten temat. Ale z drugiej strony, należy zauważyć, że cena rękodzieła to nie studnia bez dna, do której można wrzucić nawet najbardziej absurdalne koszty.
W praktyce panuje jednak niczym nieograniczona dowolność i w pogoni za zyskiem do tej studni bez dna wrzucamy takie absurdalne koszty jak:
- czas stania w kolejkach na poczcie i w pasmanterii,
- koszt zakupu narzędzi pracy wysokiej jakości,
- sobieliczony i dodawany do ceny procentowy zysk,
- dodatek na podatek i na ZUS,
- wydatki na własne kształcenie się,
- podatek od nieruchomości.
To tylko niektóre nieuzasadnione koszty wciskane klientom w cenę rękodzieła. Tak nie przekonamy do siebie klienta, który i tak jest sceptycznie nastawiony od ceny naszego rękodzieła.
Byś może ktoś wskaże argumenty przemawiające jednak za doliczaniem do ceny tych kosztów.


2 komentarze:

  1. Koszty wymienione powyżej są jak najbardziej uzasadnione!

    Etat to 168 godzin w miesiącu, przeciętnie 21 dni pracujących - dla każdej zatrudnionej osoby jest oczywiste, że za nadgodziny się płaci, stąd doliczanie czasu na zakupy, wybór wzoru czy wysyłkę, bo to też praca, którą trzeba wykonać i która zmniejsza zasób godzin przeznaczonych na dzierganie.

    Z ZUSem i podatkami to jest kompletnie oczywista sprawa - najpierw muszę zarobić na te opłaty zanim w ogóle dostanę za moją pracę jakiekolwiek pieniądze, którymi byłbym w stanie swobodnie dysponować. Jeśli mam mieć co jeść, gdzie mieszkać i w co się ubrać, to muszę zarobić więcej niż odbierze mi Państwo.

    No i inne dodatkowe koszty - czyli edukacja oraz sprzęt. Bez nich nie jestem w stanie pracować, a w najgorszym razie stoję w miejscu i pozwalam się wyprzedzać przez wszystkich innych twórców i projektantów, którym się chce... Wolny rynek to trud, znój i wydatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Panią na moim blogu i dziękuję za komentarz.Obszernej odpowiedzi udzielam Pani w moim nowym poście pt."Wycena rękodzieła czyli... nie dajmy się zwariować.Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Jest on dla mnie bardzo cenny.